Ganzi

Miasto Ganzi leży w sercu zachodniego Syczuanu i jest jednym z większym miast Tybetańskiego Regionu Autonomicznego. Położone w rozległej dolinie, otoczone niezwykle malowniczymi górami wokół jest kolejnym przystankiem na mapie mojej motocyklowej wyprawy. Wyruszam rano z miasta Litang położonego prawie 300km na południe, co wydaje się niewielkim dystansem, ale podróż krętymi drogami w większośći wiodącymi przez głeboki, skalisty wąwóz zajmuje mi niemal cały dzień. Dojeżdżam w końcu przed zachodem słońca, co bajkowej scenerii dodaje jeszcze więcej uroku.

Pozostaje mi znaleźć jakiś nocleg, co w miejscach takich jak zachodni Syczuan nie jest łatwym zadaniem tak jak i w innych rzadziej uczęszczanych przez obcokrajowców regionach, ponieważ większość z dostępnej bazy noclegowej nie akceptuje gości z zagranicy. Powodem jest polityka przyznawania hotelom specjalnych certyfikatów umożliwiających goszczenie obcokrajowców legalnie. Każdy przybytek chcący wynając pokój gościom z zagranicy musi takowy posiadać, co w mniejszych miastach jest z reguły rzadkością. Sprawdzam kilka możliwych opcji, które uprzednio znalazłem na mapach, ale odbiwszy się od recepcji pozostaje mi szukać czegoś w ciemno. Na szczęście udaje mi się znaleźć niewielki hotel z widokiem na piękne góry za bardzo przystępną cenę.

Przechadzam się ulicami Ganzi i próbuję odnajdywać znane mi kąty. Ostatni raz byłem tutaj osiem lat temu i od czego czasu miasto zmieniło się znacznie. Zdecydowanie się rozrosło i z zakurzonego skrzyżowania kilku ulic zmieniło się w małe i dosyć schludne miasteczko z kolorowymi sklepami i światłami na skrzyżowaniach. Ogólnie zmiana na plus poza tym, że przytłaczająca większość nowych budynków nie podąża za tradyjnym tybetańskim stylem architektonicznym. To z kolei duży minus. Zniknęły kotłujące się na głównym skrzyżowaniu chmary minivanów z kierowcami głośno oznajmiającymi kierunek podróży, próbujących zebrać dodatkowych pasażerów. Nie ma już pędzących motocyklistów próbujących przepchnąć się przez blokujące drogę zatory, samych zatorów właściwie też już nie ma, wszystko jest mniej chaotyczne i bardziej uporządkowane.

Są za to mnisi przechadzający się ulicamy i kupujący jakieś drobnostki, są ludzie stojący na ulicy i obserwujący wieczorne życie i gdzieniegdzie małe stoiska z jakimiś miejscowymi przekąskami.

Ganzi jest również domem dla jednego z największych i najstarszych monastyrów w okolicy. Na przestrzeni lat przebudowywane i modyfikowane nie wygląda na swoje kilkaset lat historii, ale skupisko kwater-domków pnących się na sam szczyt wzgórza, na którym ów monastyr się znajduje zdecydowanie tworzy ciekawy klimat. Ze szczytu wzgórza rozpościera się widok na całe miasto, skąd jak na dłoni widać jak rozrosło się w ostanim czasie i gdzie stopniowo zaczyna przypominać małą typową, chińską miejscowość. Widok ze szczytu o zachodzie słońca rozpościera przede mną panoramę kolorów rozszczepionych przez warstwy białych chmur, jak delikatny puch wiszących nad miastem.